• Wpisów:6
  • Średnio co: 29 dni
  • Ostatni wpis:202 dni temu
  • Licznik odwiedzin:828 / 210 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 


Nie ma ich. Zmęczyli się i wyszli. Ocieram łzy. Cały rękaw mojej bluzy jest czerwony od krwi. Nos. Czemu jestem taka kurwa, słaba. Cały czas płaczę. W dodatku czuję, że wyzywanie ich mnie niszczy. Psuje coś od środka. Jakby zabiera mi moją osobowość. Zniżam się do ich poziomu. Jednak nie jest ważne, czy coś mówię czy milczę i tak mnie katują. Tylko dlaczego to robią? Wychodzę ostrożnie z mojego pokoju. Słyszę jak Ludwiczek bawi się zabawkami. Tak, niczego nieświadome dziecko. Lepiej żeby tak zostało. Uchylam drzwi do jego pokoju. Siedzi wśród klocków. Jest taki mały i bezbronny. Co za piękny widok. Kolejna łza upada na podłogę. Nie widzi mnie jest zajęty zabawą. I dobrze. Zamykam drzwi do jego pokoju. Odwracam się, na korytarzu panuje pustka i ciemność. Nagle pojawia się na końcu korytarza jakaś postać. Po posturze poznaję, że to ojciec. Idzie w moją stronę. O Boże, O Boże. Zasłaniam rękoma głowę. Nagle świat zatrzymuje się. Czuję się jakby ktoś nagrywał film w zwolnionym tempie. Jest mi niedobrze. Bardzo się boję. Czuję, że ledwo trzymam się na nogach. Opieram się plecami o ścianę, ojciec jest już prawie na przeciwko mnie. Aż siadam na podłodze. Panicznie się boję. Patrzę na niego, nie zwraca na mnie uwagi przechodzi obok mnie i idzie do swojej sypialni jakbym nie istniała. Uf, co za ulga. Czuję że będę wymiotować. Wbiegam do łazienki. Zatrzaskuję drzwi i wymiotuję wodą i czymś żółtym... Podnoszę się znad muszli i patrzę w lustro. Moja twarz nie wygląda bardzo źle. Z nosa sączy się tylko mała stróżka krwi a wokół oczu powstały wybroczyny od wymiotowania. Prawa połowa głowy bardzo boli. Nie mam jednak siniaków na twarzy to dobrze. Myję twarz. Dotykam nosa. Ała. Słyszę chrupanie kości. Nos rusza mi się w każdą stronę. O Boże. Znowu mi niedobrze. Ustawiam nos w miarę prosto. Nie czuję nadgarstków. Będę miała siniaki. Zapewne na brzuchu, żebrach i nogach też. Boli mnie pierś. Bardzo oberwałam. Zamykam oczy. Tak bardzo bym chciała żeby, ktoś mnie stąd zabrał. Nagle słyszę, że matka gdzieś dzwoni. Uchylam drzwi do łazienki..

- Marta? Jak dobrze Cię słyszeć- mówi moja matka do słuchawki, zapewne- tak znowu ona- przerywa na chwilę- mamy takie z nią same problemy- znowu przerwa słyszę jak matka zanosi się od płaczu- tak, Jowitka uciekła a jak wróciła zwyzywała mnie od kurw a ojca nazwała hujem, mówię Ci Marta nie mam już siły do tego dziecka- cisza, przerywana chlipaniem matki- tak, tak, dziękuję Ci że jesteś, jeszcze, o Boże, jeszcze Marta nie uwierzyłabyś, kopała nas i biła, musieliśmy się bronić o Boże Marta ja tego nie przeżyję- cisza- tak dobrze, przyjedź na kawę potrzebuję cię- i nastaje długa cisza chyba skończyły rozmawiać.

Marta to przyjaciółka mojej matki. Od czasów szkoły. Powiernica sekretów. Słyszę kroki na górę. Wychodzę na korytarz i szybko kieruję się do swojego pokoju. Matka krzyczy do mnie.

-Tylko wyjdź szmato ze swojego pokoju i coś powiedz to tak Cię zajebiemy z ojcem, że już nie wstaniesz!

-Dokładnie! Kurwo jebana- słyszę głos ojca z sypialni

Odwracam się i chwytam za klamkę od pokoju. Matka szarpie mnie za ramię. -Słyszałaś?! Czy Kurwa nie? Mamy Ci powtórzyć - drze się do mnie- odpowiedz bo zawołam ojca

- A to wołaj- co ja kurwa mówię..

- Co ta kurwa chce powtórki- śmieje się ojciec- nie słyszysz o co pyta Cię mamusia?

-Słyszę

Uderzenie z pięści w głowę. Znowu tępy ból.

-To co kurwa nie odpowiadasz?

- T..tak

- Co tak ?- okłada mnie pięściami, leżę na podłodze w korytarzu pod nim.

- Nie wyjdę z pokoju, nie wyjdę, nie wyjdę - krzyczę przez łzy

-Super - i jeszcze mi poprawia- Nie mogłaś tak od razu? Nie byłoby potrzeby Cię bić- podnosi mnie za ciuchy do góry i rzuca do pokoju- no nie wyłaź, zresztą i tak nikt Ci nie uwierzy!


Kiedy drzwi z hukiem za mną się zamykają, podnoszę się z ziemi. Zdejmuję bluzę i wycieram nią sączącą się krew z nosa. I tak jest cała brudna. Szukam w torbie szczotki i czeszę stargane włosy. Patrzę na szczotkę z niedowierzaniem. Cała jest w moich włosach. Jak to? Przeczesuję włosy ręką. Pomiędzy palcami zostaje mi garść lśniących czarnych włosów. O rany. Aż zakręciło mi się w głowie. Rezygnuję z dalszego czesania. Wyciągam z szafki różową polarową pidżamę w renifery i ją zakładam. Nie zdejmuję stanika ani majtek. Pod obszerną pidżamową bluzę zakładam podkoszulkę na ramiączka, a pod spodnie spodenki na wf. Muszę być zawsze gotowa na bicie. Nigdy nie wiadomo kiedy przyjdą. Czasem potrafią przyjść w środku nocy i bić za to, że znaleźli brudną szklankę albo nieposkładane pranie, o którym zapomniałam. Muszę być w pełnym ubraniu. Bo podczas szarpania kiedy nie mam stanika biją mnie po piersiach a czasami zdarza się im podrzeć na mnie bluzkę. Nie mogę się wtedy bronić bo zbyt bardzo jestem upokorzona i zajmuję się zasłanianiem nagich piersi. To moja pierwsza zasada. Nigdy nie rozbierać się do spania.

Znalazłam telefon.

Oooo kilka smsów. Uśmiecham się przez łzy. Czuję kłucie w sercu. Nie wiem czy jest ono przyjemne czy nie.

Sms od Sławek:

" Cześć kochanie, co porabiasz?"

"Kochanie? Czemu się nie odzywasz? Tęsknię!"

"Chodzi o to, że nie odebrałem telefonu? Naprawdę nie mogłem miałem matematykę, muszę zdać maturę. Nie bądź egoistką!"

"Dobra jak chcesz! Nie odzywaj się jak chcesz. Wieczny foch jak zawsze."

Ok... super, czuję pieczenie pod powiekami, tak bardzo nie mam siły się tłumaczyć... Łzy napływają mi do oczu. O Boże. Jestem taka samotna. Odpisuję. Tak bym chciała napisać co się stało u mnie w domu. Ale i tak nikt mi nie uwierzy. Rodzice mają rację , jestem nikim i nikt mi nie uwierzy. Jeszcze Sławek się na mnie obraził...

" Kochanie... przepraszam, że nie odpisywałam nie mogłam, naprawdę.. byłam zajęta, uczyłam się"

Czuję gulę w gardle. Klikam "wyślij".

Następna wiadomość od "Steryd". Kochany Rafałek. Aż mi się ciepło na sercu robi kiedy o nim myślę. Poduszka jest mokra od łez. Przekręcam ją na drugą stronę.

"Hejo księżniczko. Co tam słychać?"

" Nie ucz się tyle bo Cię zjedzą motyle"

" Za mądra będziesz"

Ta. Na pewno. Och Rafi gdybyś wiedział. Odpisuję:

" Hej, troszkę tylko się uczyłam się idę spać. Do zobaczenia jutro w szkole"

I jeszcze jeden sms od numeru 535382722 . Nie znam takiego numeru...

Odczytuję..

" Witaj Dziewczyno W Deszczu. Uprzedzając Twoje pytanie numer mam od pewnej osoby jednak nie powiem Ci od kogo. To tajemnica. Chciałem życzyć Ci miłego wieczoru, i przesyłam buziaka na dobranoc"

Moje serce bije jak szalone. To Aleks. Dziewczyna w deszczu? W sumie trafne określenie. Całe moje życie jest jak deszczowy dzień. Zaskoczył mnie jego styl pisania. Niesamowite. A może go idealizuję? Tylko czemu? Nakrywam się kołdrą na głowę.

Odpisuję:

" Dobranoc "

Co ja robię, przecież mam chłopaka. To już chyba flirt. Jestem beznadziejna. Jestem beznadziejną córką, skoro nie kochają mnie rodzice. Jestem beznadziejną dziewczyną. Całe moje życie jest beznadziejne. Otwieram książkę do biologii i zaczynam czytać:

"Pierścienice są zwierzętami bezkręgowymi, ich ciało ma wydłużony kształt i składa się z pierścieni..."

 

 
Biegnę przed siebie. Potykam się i upadam w błoto. Wstaję i biegnę dalej. Co ja zrobiłam mogłam zostać w domu. Dać się pobić. I być teraz w ciepłym łóżku. Co ja zrobiłam. Matura za sto dni a ja uciekam. Znów nie odrobię lekcji na jutro. Gdzie teraz pójdę?

Jestem w lesie. Opieram policzek o najbliższe drzewo. Czuję wilgotną chropowatą korę. Jest przyjemna. Zamykam oczy. Jestem bezpieczna. Po chwili zsuwam się w dół, obejmuje mnie ciemność.

Budzę się. Już prawie zmrok. Jest mi zimno cała przesiąkłam, drżę z przerażenia, zimna i samotności wyjmuję z plecaka ubrania na zmianę i szybko się przebieram. Co teraz? Gdzie ja teraz pójdę? Nie zadzwonię do Sławka. Mieszka w małym mieście gdzie wszyscy się znają. Jeśli pożyczy auto od rodziców, żeby po mnie przyjechać będę musiała się tłumaczyć... Jeśli jego rodzice się dowiedzą. Moi mnie skatują. Czasami marzę, żeby pobili mnie tak mocno, żebym już nigdy się nie obudziła.

Wyjmuję telefon z plecaka. Może zadzwonię do babci? Może oni mi pomogą. Może będę mogła u nich przenocować, choć przez jedną noc? Wybieram numer.

- Tak słucham?- Rozlega się głos mojego dziadka w telefonie. Wciągam powietrze.

-Cześć. Czy mogę przyjść porozmawiać?

-A kto mówi?

-Jowita. Jesteście dziś w domu?- Pytam

-Tak. Możesz wpaść.

Rozłączam rozmowę. To niedaleko. Powinien jeszcze kursować autobus do miejscowości, w której mieszkają moi dziadkowie. Zakładam na ramiona plecak i szybkim krokiem kieruję się na drogę wiodącą przez las prosto do przystanku. Moje włosy są wilgotne. Zakładam kaptur na głowę. Trochę cieplej.

Na tabliczce widzę godzinę kursu autobusu, nie spóźniłam się na szczęście. Jeszcze 15 minut. Wyjmuję z plecaka chusteczkę i wycieram błoto z moich butów. Pięknie, wyglądam jak żebrak i tak się czuję. Patrzę na telefon. Jest 170 i nikt nie dzwonił. Tak to normalne. Nie ma na świecie nikogo kto martwiłby się o mnie.

Wysiadam pod domem dziadków. Jest to dom w starym stylu budowany 50 lat temu. Pukam do drzwi. Babcia otwiera

-Wejdź moje dziecko

-Dziękuję - uśmiecham się smutno i zakładam kapcie podane przez babcię

-Chciałam pogadać

-Chodź do salonu

W powietrzu czuję charakterystyczny zapach starego domu, pomieszany z zapachem lawendy, i innych ziół które suszą moi dziadkowie. Siadam przy stole. Dziadkowie siadają na przeciwko mnie i patrzą na mnie z wyczekiwaniem.

- Mam problemy w domu- mówię patrząc im prosto w oczy. Tak bym chciała żeby mi uwierzyli.

-To znaczy?

- Nie mogę dogadać się z rodzicami. Oni... czy mogłabym u was przespać jedną noc? Tylko jedną. Może coś przemyślą przez ten czas. Możecie do nich zadzwonić i powiedzieć że tu jestem- patrzą na siebie znacząco, ich wzrok jest pusty kiedy spoglądają na mnie, zupełnie bez wyrazu- Myślę że wtedy będziemy mogli się dogadać, że nasze relacje się poprawią. Bardzo mi zależy proszę.

-Wnusiu... w rodzinach tak to jest, że ludzie czasami się nie dogadują...

-Ale oni znęcają się nade mną, biją mnie praktycznie za wszystko!

-Wnusiu.. tak jak już mówiłam tak to jest że ludzie w rodzinach się nie dogadują. Na pewno nie jest tak źle, pewnie przesadzasz

- Nie przesadzam! Naprawdę ja się boję tam wrócić! - Łzy spływają mi po policzkach a w klatce piersiowej szaleje serce jak jakieś dzikie zwierze które nie może się wydostać z klatki.

- Uspokój się, to się zdarza, problemy wieku nastoletniego

- Babciu- Patrzę na starszą kobietę z siwymi włosami, w moich oczach są łzy- czy ja mogę u was zostać na jedną noc? Proszę

- Jowitko... Wiesz... u nas nie ma za bardzo miejsca dla Ciebie

-Ale jak to? Przecież macie jeden wolny pokój z łóżkiem? Ten, w którym właśnie siedzimy- mówię nie dowierzając temu co właśnie usłyszałam, czuję się tak jakby moje serce rozpadło się na pół, czuję pustkę w środku - zawsze spałam tutaj kiedy byłam mała i rodzice zostawiali mnie u was na weekend..

- Tak ale teraz Twój wujek wraca czasami po pracy i nie chce siedzieć ze swoją żoną i dzieckiem w pokoju i przychodzi właśnie tu poleżeć i odpocząć, musi mieć przecież miejsce do odpoczynku

- Nie może jeden dzień poświęcić dla mnie?

-Jowitko lepiej będzie jak wrócisz do rodziców. Zaraz do nich zadzwonię, że byłaś u nas i żeby się nie martwili

- No tak- mówię i zaciskam dłonie w pięści- tak będzie najlepiej- wstaję, podnoszę plecak z ziemi i kieruję się do wyjścia.

- Jowitko! Może napijesz się herbatki może ciasteczko? - Słyszę za sobą

-Nie podziękuję -Odpowiadam i zbiegam ze schodów nawet nie zamykając za sobą drzwi. W środku czuję pustkę. Mrugam oczami by nie płakać. Biegnę na przystanek. Może jeszcze złapę autobus do "domu" w głowie mam ciągle słowa "nie ma tu dla Ciebie miejsca, nie ma miejsca, nie dla Ciebie" ...

Otwieram powoli drzwi od domu. Mam nadzieję że wszyscy śpią w środku panuje cisza. Nagle drzwi niebezpiecznie zblizaja się do mojej głowy. Widzę błysk. Dopiero po chwili orientuje się co się właśnie stało. Ojciec drzwiami ścisnął moja głowę z futryną. Siedzę na ziemi. Podrywa mnie do góry i rzuca mną o ścianę. Próję się zasłonić ale nagle ktoś łapie mnie za ręce i wykręca je do tyłu. To matka. Słyszę głos matki
-Wpierdol jej Józek tak że się nie podniesie
Włosy spadły mi na twarz nie mogę się bronić. W ganku gaśnie światło a on okłada mnie pięściami zawiniętymi w bandarz elastyczny i ręczniki żeby nie zostawić śladow. Boje się.
-Ty jebana dziwko Ty franco niemyta ty pizdo uciekasz! Uciekasz ? Ty jebana gówniaro to ja daję ci wszystko a Ty tak? Źle ci kurwo? Pieniądze masz książki masz ciuchy masz i jeszcze ci kurwo jebana źle?
- Jesteś hujem nie ojcem - mówię ze spokojem plując w niego krwią - nie mów tak o mnie! Sam jesteś dziwka i damskim bokserem- nie wytrzymuję do tej pory milczałam ale już nie mogę, jak oni mogą w ten sposób mnie traktować ? - A z ciebie co za matka? Zamiast mnie bronić trzymasz mnie żeby mógł zrobić mi gorszą krzywdę z Ciebie jest kurwa.
- Ty chujobciagaro - słyszę krzyk matki- my Ci pokazemy !
Oboje chwytają mnie za włosy i ciągną do pokoju po schodach.
Rzucają mną do mojego pokoju. Gaszą swiatło. Pewnie żeby sąsiedzi nie widzieli. Matka siada na mnie okrakiem łapie mnie za nadgarstki a ojciec kopię mnie i okłada pięściami bije wszędzie po twarzy i po piersiach. Słyszę chrupnięcie nosa. Będę musiała go później nastawić ...
 

 

Poczułam szarpnięcie. Mój głośny krzyk rozniósł się po całym domu.

-Znowu kurwa uciekłaś z lekcji- i uderzenie prosto w twarz

-Proszę nie bij mnie w głowę tylko nie w głowę...Daj mi wytłumaczyć, proszę- łzy spływają mi po policzkach- pro...szę- kolejne uderzenia.

- Ty tępa pizdo, w głowę właśnie w głowę, może coś się do tej głowy wreszcie kurwa natłucze- i znów czuję mocne uderzenia pięści, mój tatuś okłada mnie pięściami, nic nie widzę na oczy, jestem zmęczona bardzo zmęczona. Czuję miękkość dywanu na korytarzu po chwili obejmuje mnie ciemność. Bezpieczna ciemność. Błysk. Światło. Wracam. Widzę jak pochyla się nade mną. Pulsujący głos w uszach. Jego ręka ponownie uderza mnie w głowę. Słyszę jak przez mgłę echo jego słów. Kropelki jego śliny moczą mi twarz.
- Jeszcze raz uciekniesz ze szkoły to Ci tak dopierdole ty głupia franco, że już się nie podniesiesz. -Robię wymach nogą i kopę na oślep, muszę się bronić, muszę. Jestem taka zmęczona. Słyszę głośne syknięcie. Przekręcam się na plecy i uciekam na schody prowadzące do mojego pokoju. Rękawem bluzy ocieram krew sączącą się z rozciętej wargi, szybko się odwracam. Ojciec stoi na korytarzu i trzyma się za kolano. Klnie strasznie i mnie wyzywa. Biegnę szybko. Zamykam drzwi na klucz. Barykaduję je stołem i fotelem. Nie mam czasu. Do plecaka pakuję bluzę, spodnie i podkoszulek. Słyszę jego kroki na schodach. Idzie po mnie. Wylewam herbatę z kubka prosto na biurko, pakuję go do plecaka, otwieram szafkę wyrzucam z niej wszystko biorę zapas gotówki. Słyszę uderzenia w drzwi i wyzwiska.
-Ty kurwo otwieraj w tej chwili wywarzę drzwi i cię zapierdole. - Wiem, że on nie żartuje. Potrafi mnie bić przez kilka godzin. Co najśmieszniejsze, jest zupełnie trzeźwy. Chyba dziś ma wolne. Miał być w pracy. Pomyliłam się. To była straszna pomyłka. Dotykam miejsca nad uchem. Będę miała siniaka... Słyszę śrubokrent. Wyjmuje drzwi z zawiasów. Nie mam czasu do stracenia. Otwieram okno. W dół jest jakieś 4 metry. 2 metry od okna stoi sosna. Kurde, nigdy tego nie robiłam. Szybkim ruchem wchodzę na parapet. Odwracam się widzę jak moje drzwi opuszczają futrynę. Zły ojciec jedną ręką odrzuca stół i fotel. Czas się zatrzymuje. Widzę jego czerwoną twarz i zaciśniętą szczękę, białą koszulę na której są ślady mojej krwi i idealnie wyprasowane jeansy. Biegiem rzuca się przez pokój w moim kierunku.

-Ty śmierdząca gówniaro nawet nie próbuj...

Za późno. Odwracam się kucając, odbijam od parapetu. Po chwili na swoich ramionach czuję gałęzie, które pękają pod naporem mojego ciała. Słyszę dźwięk rozdzierającej się bluzy. Ostre igły smagają moją twarz. Spadam tyłkiem na trawę. Jestem na dole. Po chwili słyszę otwierające się drzwi w ganku. Co kurwa. Już jest na dole tak szybko. Podrywam się na nogi. Biorę rozpęd. Wspinam się na płot. Nie wiedziałam, że tak potrafię. Przeskakuję przez płot, rozdzierając do konca bluzę. Teraz zwisa w dwóch luźnych płatach. Spadłam na kolana. Podrywam się i biegnę. Nie mam siły. Dopiero teraz czuję głód nie jadłam nic od poprzedniego dnia. Biegnę polem a moje adidasy prawie topią się w mokrej i grząskiej ziemi. Za sobą słyszę

- Tylko wrócisz gówniaro
  • awatar Maadosia: Świetnie piszesz, nie przejmuj się takimi... gośćmi :)
  • awatar SamotnaJow: Gościu nie czytaj bo Cię to może przerosnac to dopiero początek! ;)
  • awatar Gość: ej gówniaro co tu dodajesz takie obleśne gówno :( ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Szliśmy tak w deszczu. Po jego ostatnim zdaniu poczułam przyjemne ciepło które rozlewało się po całym moim ciele. Dlaczego ? Przecież w ogóle go nie znam, a jak to jakiś psychopata? Teraz właściwie zaczęłam sie zastanawiać nad tym co ja robię.
- Dokąd idziemy? -Spytał Aleks.
- Emm.. na przystanek- próbowałam udawać, że wcale nie jestem zaskoczona tym pytaniem. Jestem zdecydowanie zbyt zmęczona i nie myślę racjonalnie. Co ja robię. Dlaczego przystanek. Nie chciałam jeszcze wracać do domu.
- Ok. Na który ?
-Powiem Ci jak dojdziemy. A skąd tak w ogóle wiedziałeś jak mam na imię?-Spojrzałam na niego odgarniając z czoła mokre włosy. Szedł w zamyśleniu spoglądając przed siebie. Zauważyłam, że ma mocno zarysowaną szczękę, typową dla ludzi o silnym charakterze.
- Hmm boję się że jak Ci odpowiem uciekniesz. Obiecasz, że tego nie zrobisz ?
- Zaczynam się bać... - uśmiechnęłam się smutno patrząc na swoje brzydkie buty i czując jak powoli przemakają. Poczułam niemiły uścisk w gardle. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Jego ramię mocniej ścisnęło moją drobna dłoń, tak jakby naprawdę bał się, że zaraz się wyrwę z jego uścisku.
-Jakby Ci to powiedzieć ... Obserwuje Cię..
-Co??- Krzyknęłam. Gardło ścisnęło mi się w tym momencie a serce niebezpiecznie przyspieszyło - o to tutaj! To mój przystanek- mówiłam szybko wyrywając pod tym pretekstem dłoń spod jego ramienia
- Jowita! - Złapał mnie za łokcie - daj mi wytłumaczyć- Jestem znajomym Rafała! To ja pisałem do Ciebie na Facebooku!
- Puszczaj mnie. Zaraz, co? Poczekaj - drżącą ręką wyciągnęłam telefon z torby - wystukałam numer Rafała.
- Oo - usłyszałam głos Rafala, przeczuwalam że się usmiecha- królewna raczyła się odezwać. Test już się skończył. Molenda prawie...
-Rafał- przerwałam mu prawie krzycząc - Znasz Aleksa?
- Jakiego Aleksa ?
- Jakiego Aleksa ! - Krzyknęłam patrząc na blondyna który trzymał mnie za ramiona.
- Aleksandra Kwiatkowskiego.
- Kwiatkowskiego-Drżącym głosem powiedziałam do słuchawki.
- Kwiatkowskiego? Tak, a co... - powiedział cicho i jakby posmutniał.
- Nic- rozłączyłam rozmowę.
- No i co? - zapytał patrząc na mnie z rozbawieniem.
- Zna Cię.
- Widzę że Rafał ma na Ciebie bardzo duży wpływ.
- Nie wiem może ? Ale co to ma do rzeczy? Skąd się w ogóle znacie ?
- O to chyba Twój autobus. - Blondyn wskazał w kierunku nadjeżdżającej 15.
-Tak to mój ...
- No chyba, że wolisz żebym podwiózł Cię moim samochodem ?- uśmiechnął się zadziornie. Ten uśmiech miał w sobie coś niesamowitego. Chciałam na niego patrzeć i patrzeć. Przygryzłam wargę... Nie umknęło to jego uwadze. Przechylił lekko głowę i rozchylił usta.

- Nie, nie dzieki, muszę już jechać- jego uścisk zelżał a ja oswobodziłam się i odwróciłam się w kierunku autobusu od razu szybkim krokiem ruszyłam do otwartych drzwi

- Nie, nie dzieki, muszę już jechać- jego uścisk zelżał a ja oswobodziłam się i odwróciłam się w kierunku autobusu od razu szybkim krokiem ruszyłam do otwartych drzwi. Jego ciepło przestało mnie obejmować. Poczułam chłód na ramionach, których dotykał. Mimowolnie się wzdrygnęłam. Moje ciało tęskniło za tym ciepłem. Kiedy drzwi zamknęły się za mną odwróciłam się spoglądając na niego. Stał w deszczu trzymając w ręce parasol. Wysoki barczysty blondyn. Teraz dopiero sobie uświadomiłam że jest podobny do Rafała, jednak nie tak umięśniony. Kiedy autobus ruszył uniósł rękę by mi pomachać. Uśmiechnął się przy tym słodko. Chciałam odwzajemnić ten uśmiech ale wiedziałam, że nie mogę. Całą siłą woli się przed tym powstrzymywałam. Czułam jego wzrok na sobie. A co najgorsze nie było to wcale złe uczucie.
Czemu ten człowiek tak bardzo na mnie działa ? Skąd zna Rafała? Skąd to uderzające podobieństwo? Rafał jest przecież jedynakiem.
 

 
Nie chciałam wracać do szatni i znów męczyć się z tą moją szafką. Wybiegłam ze szkoły prosto na deszcz. Pogoda idealnie odwzorowująca mój humor. Cofnęłam się do ganku liceum najlepszego w mieście, wzdrygając się lekko. Wyjęłam z kieszeni telefon. I szybko wystukałam numer do mojego chłopaka.
-Sławek? Przyjedź po mnie proszę szybko błagam...- powiedziałam gdy tylko usłyszałam że odebrał nie dając mu dojść do słowa.
-Jowitko.. uhmm... -przerwał mi- Przecież wiesz, że mam teraz lekcje. Nie mogę naprawde... Przepraszam Kochanie- szepnął i rozłączył naszą rozmowę. Przez chwilę patrzyłam tępo w ciemny ekran telefonu. Po prostu cudownie. Syknęłam z bólem.
Nie chciałam do niego dzwonić ponownie. Opowiadanie o tym w jakim stanie jestem i o tym co się działo w moim domu było ponad moje siły. Tym bardziej, że przecież nie miał czasu na rozmowę. Miał lekcję. Rozumiem. Mimo to poczułam się bardzo samotnie. Zawsze sama zawsze Samotna. Bałam się, że jeśli mu powiem o wszystkim odwróci się ode mnie, albo, że mi nie uwierzy w to jak jestem traktowana w domu. Zdrowi normalni ludzie nie wierzą w to, że zło dzieje się za ich drzwiami, że zła doświadczają sąsiedzi i bliskie im osoby... Wolą od tego uciekać wolą nie wiedzieć, wolą nie słuchać, wolą nic nie widzieć. Za to co zrobiłam na teście z chemii też raczej mnie nie pochwali. Zresztą to nie jest przecież rozmowa na telefon. Jowita ogarnij się.

Sławek jest moim chłopakiem więc czemu do cholery nie mogłam opowiedzieć mu o swoich problemach ? Nie wiem. Blokada. To takie cholernie trudne ... Mówić o takich rzeczach nawet jeśli się komuś ufa najbardziej na świecie. Obejrzałam się za siebie. Nie.. do szkoły nie chcę wracać. Moje myśli skupiły się na Sławku. Czemu ja w ogóle z nim jestem? Poznaliśmy się na dyskotece. Wszystkie moje koleżanki się nim zachwycały. Jest bardzo miłym chłopakiem. Fajnie nam się spędza czas. Jesteśmy w sumie już pół roku razem... Kogoś takiego właśnie potrzebowałam, normalnego spokojnego. Odskoczni od tego syfu który mam w domu. Cały czas mówi mi, że myśli o mnie poważnie.. Tego chciałam. Najlepiej gdyby mi się oświadczył i zabrał mnie z tego piekła. Przedstawił mnie już całej swojej rodzinie. Wiem, że mogę na niego liczyć. Nie interesują go imprezy i koledzy wiem, że w jego życiu ważna jestem tylko ja.

Deszcz jakby zmalał. Zaczęłam iść przed siebie nie zważając na to, że krople zimnej wody zmywają mi makijaż i moczą starannie ułożone włosy. Wszystko dookoła było szaro-bure i idealnie komponowało się z moim nastrojem. Odgarnełam z twarzy mokre włosy z którymi usilnie walczyłam i zaczesałam je do tyłu dlonią.Westchnęłam głęboko patrząc w brzydkie tego dnia szare niebo. Nagle odbiłam się od czyjejś kurtki.
-Przepraszam- burnęłam, spuszczając głowę w dół. Nie miałam ochoty na konfrontację z nikim w takim stanie. Chciałam wyminąć osobę na którą wpadłam jak najszybciej i iść dalej bez celu, byle tylko się nie zatrzymywać. Najlepiej biec przed siebie choć dziwnie by to wyglądało.. Nie było mi to jednak dane. Osoba z którą się zderzyłam zagrodziła mi drogę.
- Przepraszam ...- usłyszałam męski głos - Jesteś Jowita?- tak to ja we własnej osobie pomyślałam, mistrzyni spieprzonego życia , człowiek porażka a ty czego chcesz ode mnie - zamiast tego podnosząc wzrok i patrząc jednym okiem na chłopaka stojącego przede mną powiedziałam pewnie:
- Ta.. k..- i aż się zajaknełam. Przede mną stał chłopak na oko w moim wieku może ciut starszy, wysoki, dobrze zbudowany, jego ciemnoblond włosy sterczały w formie loków na czubku głowy boki miał wygolone a oczy? Nigdy nie widziałam tak pięknego koloru oczu..
- Jestem Aleks, chyba zapomniałaś parasola.. chętnie zaproponuję Ci swoje towarzystwo, no i ochronę przed deszczem- uśmiechnał się najpiękniejszym uśmiechem jaki w życiu widziałam...
-Co tak stoisz? Chyba nie chcesz zmoknąć ? - Przywrócił mnie tymi słowami do świata realu.
- W sumie masz rację - otrząsnęłam się z tego dziwnego stanu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak dziwnie szybko bije mi serce na widok tego nieznajomego, że przez cały ten czas miałam otwarte usta i że z pewnością wyglądam fatalnie taka przemoczona. Zamknęłam szybko usta, nieznajomy, a właściwie Aleks, wyminął mnie zgrabnie i umieścił moją dłoń pod swoim ramieniem. Ten gest sprawił, że moje serce przyspieszyło jeszcze bardziej. W jego dotyku było coś niesamowitego. Ciepło rozlało się po moim całym ciele a żołądek wykręcił kilka koziołków.
- Masz piękne oczy Jowito, podobno oczy są zwierciadłem duszy- powiedział lustrując moją twarz swoim spojrzeniem- podobno najpiękniejsze oczy są własnością najszlachetniejszych osób- powiedział i obdarzył mnie uśmiechem.

Przez deszczowe niebo przedarł się promień słońca i oświetlił nam drogę. Nie wiem czemu jego głos tak mnie zahipnotyzował. Miałam wrażenie, że gdyby powiedział, chodźmy na koniec świata ja poszłabym za nim. Kim on był. Czemu tak na mnie działał? Jedyne co chciałam czuć w tym momencie to ciepło jego ramienia...
  • awatar SamotnaJow: Aleks jest prawdziwą postacią. Piękno to rzecz bardzo subiektywna. Jednym podobają się chudzi innym umięśnieni. Aleks oprócz walorów fizycznych był też bardzo ciekawym człowiekiem :)
  • awatar W Życiu o Życiu: przeczytałem w całości. Czy jeśli był by brzydki a zaoferował Ci pomoc też byś z nim rozmawiała?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Uderzyłam nogą w szafkę z całej siły. Znowu zapomniałam kluczyka. Tak szybko wychodziłam z domu, że zostawiłam go na stole u mnie w pokoju... Kopnęłam szafkę ze złością, jeszcze raz z całej siły, zamek odskoczył i wreszcie się otworzyła z okropnym i głośnym skrzypnięciem zardzewiałych zawiasów.

-Noo! - Zawołałam z triumfalnym okrzykiem
-Hej Jowita! Boooże....
Podskoczyłam na dźwięk jego głosu.
-O hej Steryd co tam? - Odwróciłam się w jego stronę. Rafał miał taką ksywę odkąd pamiętam. W sumie nie ma się czemu dziwić. Jest bardzo umięśniony. Ćwiczy codziennie na siłowni. Kiedy ktoś go spyta mówi, że nie bierze sterydów, ale aż ciężko uwierzyć, że mówi prawdę. Serio. Nie wiem czy mu wierzę. Nie dość, że jest wysoki to jeszcze te szerokie barki i wytrenowane mięśnie. W szkole nikt mu nie wchodzi w drogę. Sama aż mam dreszcze kiedy patrzę na jego posturę. W dodatku jest przystojny. Bardzo przystojny. Wszystkie dziewczyny sikają w majtki na jego widok. Czemu wybrał na przyjaciółkę akurat mnie? We mnie nie ma nic ciekawego. Jego błękitne oczy, patrzą na mnie z niedowierzaniem. Skrzywiłam się myśląc o tym jak beznadziejnie musiałam wyglądać.

- Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra! -odpowiada śmiejąc się, w sumie zanosząc się od śmiechu i oczywiście teatralnie łapiąc się za brzuch- O matko- ociera udawane łzy rozbawienia.
-Miałam po prostu zły dzień ok?- rzucam i uciekam wzrokiem, z krzywym wymuszonym uśmiechem, poprawiam rękaw szarej bluzy chcąc ukryć siniak i zdejmuję buty opierając się o ścianę.

Mam nadzieję, że nikt nie przykleił do tej ściany gumy, w moim liceum to standard a ja mam takiego pecha, że zawsze albo wdepnę w jakieś gówno, albo usiądę na gumie i potem przez pół dnia paraduję z gumą na dupie po szkole, bo moje życzliwe koleż...

Mam nadzieję, że nikt nie przykleił do tej ściany gumy, w moim liceum to standard a ja mam takiego pecha, że zawsze albo wdepnę w jakieś gówno, albo usiądę na gumie i potem przez pół dnia paraduję z gumą na dupie po szkole, bo moje życzliwe koleżanki oczywiście nie zwrócą mi na to uwagi.
-Zły dzień?- prychnął- Bejbe jest 7:30, wow...- i dalej na mnie patrzy, zabawnie unosząc jedną brew i kiwając głową z politowaniem.
Co mam mu powiedzieć, że mam popieprzonych starych? Że moja matka wczoraj wróciła z nocnej zmiany, weszła do pokoju Ludwika i zobaczyła porozrzucane kredki i o 3 w nocy zerwała mnie z łóżka ciągnąc za włosy po dywanie. Następnie kazała wyciągnąć odkurzacz i poodkurzać całe piętro w domu za karę, że nie zrobiłam tego wcześniej? Co mam Ci powiedzieć, myślę zakładając moje brązowe brzydkie adidasy, że ojciec tak mnie wtedy pobił, że aż rozerwał na mnie podkoszulkę? Że nie mogę zrozumieć czemu moi rodzice tak mnie nienawidzą? Że każdy powód by mnie uderzyć jest dobry? Że chciałabym ze sobą skończyć albo zacząć się ciąć by mi ulżyło. Ale nie zrobię tego bo wiem, że moja ofiara poszłaby na marne a cięć i tak nikt by nie zauważył, a nawet jeśli to albo bili by mnie mocniej i bardziej zastraszali albo wyśmiewali i opowiedzieli wszystkim dookoła, że jestem psychicznie chora. Nie spałam normalnie od kilku dni a dzisiaj od trzeciej w nocy i ledwo widzę na oczy, bo do pierwszej uczyłam się do dzisiejszego testu z chemii...
- Nie gap się na mój tyłek -odpowiadam odkasłując, by nie brnąć w to dalej i uśmiecham się zaczepnie - jesteśmy tylko przyjaciółmi Steryd- odwieszam kurtkę na wieszak i zatrzaskuję szafkę.
- Pff. Wolę patrzeć na tyłek stuletniej szatniarki niż na twoją kościstą dupę, Jow.
- Umiesz na test z chemii? -Pytam śmiejąc się z jego oburzonej miny.
- Jak zawsze!
- Ja też.
Oboje wiemy jak jest naprawdę. Nienawidzę chemii. Ale chcę być lekarzem więc muszę się uczyć.. Steryd też nie lubi tego przedmiotu, on w przeciwieństwie do mnie ma kochająca rodzinę i lepsze warunki do nauki.. Wzdycham ciężko, moje rozmyślania przerywa mi jego głos..
- Dobra nie pierdol Bejbe bo spóźnimy się a ta stara rura Molenda nie da nam żyć i każe pisać ten sprawdzian przy biurku.
Śmiejąc się przeskakujemy po kilka schodków. Tak mi tu dobrze. Uwielbiam swoje liceum. Chciałabym tu zamieszkać i nie musieć wracać do tego domu, a właściwie więzienia..
Wpadamy do sali, wszyscy już siedzą na swoich miejscach. Pięknie kurwa. Jak zwykle.
- Jowita! Czy ty kiedyś przyjdziesz na lekcje na czas? - Stara nauczycielka podchodzi do mnie, łapie mnie za rękę i prowadzi za sobą, kątem oka dostrzegam, że Steryd korzystając z okazji zajął miejsce w ostatniej ławce, cały świat się na mnie uwziął! Krzywię się z niesmakiem. Nauczycielka zatrzymała się przy biurku.- Oto Twoje miejsce- Nie dziwi mnie to. Ta stara kobieta ma dziwny zwyczaj sadzania spóźnialskich przy biurku. Jakby to miało w czymś pomóc. A może to pomaga jej? Pewnie lubi się pastwić nad uczniami. Tak najłatwiej wylać żal i frustrację życiem. Mam wrażenie że to filozofia ktorą wyznają wszystkie nauczycielki stare panny. Zrzucam torbę i biorę krzesło. Wyciągam długopis. Klasa po cichu się śmieje, niektórzy pokazują na mnie palcami. Mam to gdzieś. To nic w porównaniu z tym co mam w domu. Pierwsze pytanie. Kurde jak to było? ...
Nagle wszystkie moje myśli i wszystko to czego się uczyłam gdzieś uleciało. Podpieram głowę ręką i tempo wpatruję się w pustą kartkę. Jestem cholernie zmęczona. Wróciłam myślami do niego. Czemu? Nawet nie wiem jak wygląda. Napisał mi na facebooku, że nie może się powstrzymać od patrzenia na mnie. Że kiedy idę i on może mnie obserwować, świat się dla niego zatrzymuje. Że chciałby za mną pójść na koniec świata i nigdy nie stracić mnie z oczu. Rumienie się na samo wspomnienie tych wiadomości. Mam nadzieję, że to nie psychol. Zawsze miałam dobrą intuicję i tym razem podpowiada mi ona, że z tego może wyjść coś ciekawego. Tak bym chciała poznać tego człowieka, ciekawe kto to.. Przyznam szczerze, że pierwszy raz ktoś mówił o mnie w ten sposób. Boże co ja myślę, przecież ja mam chłopaka.. eh. Czemu ja z nim jestem? Bo jest dla mnie dobry. Przymykam powieki... Jest jedyną osobą, która mnie w życiu nie skrzywdziła. Aż podskakuję na krześle kiedy słyszę głos nauczycielki.
- A panienka z okienka to zamierza coś w ogóle napisać ? - Krzyczy uderzając otwartą dłonią w biurko- Matury nie zdaje się dumaniem i rozmyślaniem o niebieskich migdalach- słyszę drwiący głos Molendy- jak tak dalej pójdzie to nie dopuszczę cię do matury moja panno, zresztą już jestem pewna że nie zdasz... - tego już było za wiele. Poczułam jak moje oczy robią się mokre. Nie mogę się rozpłakać. Nie mogę nie teraz! Usłyszałam drwiący śmiech który rozniósł się po sali. Uderzył w moje serce niczym milion małych szpilek. Miałam wrażenie że ten śmiech skanduje "gorsza, gorsza, gorsza". Córki lekarzy i synkowie prawników, aż zanosili się ze śmiechu. W tej klasie ja byłam najsłabszym ogniwem. Tylko ja nie miałam rodziców którzy byliby "kimś" a nawet mogłabym śmiało powiedzieć że są nikim. Wiec można było się że mnie bezkarnie naśmiewać nie zagrażając nikomu. Nie uwazałam że są nikim dlatego że nie mają budzącej respekt posady i dlatego że nie dają mi pieniędzy ani na korepetycje ani na ubrania ani nawet na jedzenie... Są potworami. Dlatego są dla mnie nikim. Sięgam po torbę i podnoszę ją z ziemi.
Odsunęłam krzesło, złapałam za kartkę. Nauczycielka wyrwała mi ją szybko. Była zupełnie pusta.
-Do widzenia- Powiedziałam patrząc jej w oczy i odwróciłam się w kierunku drzwi. W klasie zapanowała absolutna cisza. Słychać było tylko moje kroki i przyspieszony oddech. Słyszałam bicie własnego serca. Wyszłam na korytarz. Zatrzasnęłam za sobą drzwi. Koniec. Cisza. Nie zdałam. Będę miała problemy... Trudno. Do matury zostało tylko 100 dni. Teraz dopiero zrozumiałam co oznacza stuprocentowa zdawalność matury na kierunku lekarskim. Słabsze jednostki się eliminuje. Czy ja jestem słabą jednostką?